top of page

To samo Źródło

  • 10 maj
  • 3 minut(y) czytania

Różne ścieżki. Różne nazwy. Ten sam kierunek - To samo Źródło.


Kiedy patrzę z dystansu na tradycje medytacyjne i mistyczne, uderza mnie coś, co trudno zignorować.


Wszystkie, mimo ogromnych różnic, dotykają czegoś bardzo podobnego.


Uczą, jak zatrzymać automatyzm - nieustanny bieg myśli, reakcji i nawyków, które bierzemy za siebie. Trenują koncentrację i wolę nie po to, żeby zbudować silniejsze ego, ale żeby stopniowo rozluźnić jego uchwyt.


Wskazują na iluzoryczność „ja” - nie jako filozoficzny koncept, lecz jako coś, co można sprawdzić bezpośrednio. W ciele. W ciszy. W samym środku zwykłej chwili.


Kultywują wartości takie jak łagodność, obecność czy otwartość - nie jako moralny obowiązek, ale jako naturalny efekt wewnętrznego oczyszczenia.


I prowadzą do urzeczywistnienia.


Nie chodzi o zdobycie czegoś nowego. Chodzi o rozpoznanie tego, co było obecne od początku. Co nigdy nie odeszło. Co było obecne, zanim tak bardzo pochłonęło nas rozproszenie.


Tradycje nazywają To różnie.


Zen mówi o satori i naturze Buddy.

Theravada mówi o nibbana, anatta i suññata - pustce pozbawionej trwałego „ja”.

Buddyzm tybetański mówi o rigpie, dharmakai i wielkiej pieczęci.

Adwajta wedanta mówi: Atman = Brahman, Tat tvam asi - Tym jesteś.

Kaszmirski śiwaizm mówi o Śiwie i spandzie - pulsowaniu czystej świadomości.

Taoizm mówi o Tao - Tym, czego nie można nazwać, a co przenika wszystko.

Sufizm mówi o fana - rozpuszczeniu ego - i baqa, trwaniu w Bogu.

Chrześcijański mistycyzm mówi o unio mystica, przebóstwieniu i apofazie - Bogu poza wszelkim imieniem.

Kabała mówi o Ein Sof - nieskończonym, bez granic i bez formy.

Wedyjska joga mówi o samadhi, moksha i turiyi - czwartym stanie, świadku wszystkich stanów.

Dzogczen mówi o rigpie - nagiej, pierwotnej świadomości, zawsze już czystej.

Szamanizm wielu kultur mówi o powrocie do źródła, do Wielkiego Ducha, do tego, co istniało przed imieniem.

Współczesna psychologia transpersonalna mówi o Jaźni, Świadku, niedualności i czystej obecności.


Różne mapy. To samo terytorium.


Jednocześnie każda z tych tradycji mówi wprost, że Tego, co leży w sercu praktyki, nie da się opisać ani ująć konceptualnym umysłem.


Zen - „palec wskazujący księżyc nie jest księżycem”; prawdy nie da się zamknąć w pojęciach ani uchwycić intelektem.

Theravada - nibbana jest „niezłożona”, wykraczająca poza zwykłe kategorie myślenia i języka.

Buddyzm tybetański - natura umysłu jest „niewyrażalna”, poznawalna jedynie przez bezpośrednie rozpoznanie.

Dzogczen - rigpa jest pierwotną świadomością, której nie można uczynić obiektem myśli.

Adwajta wedanta - „neti, neti” („nie to, nie tamto”); absolut przekracza wszelkie definicje.

Kaszmirski śiwaizm - najwyższa świadomość nie może zostać ograniczona żadnym opisem ani formą.

Taoizm - „Tao, które można nazwać, nie jest wiecznym Tao”.

Sufizm - doświadczenie Boga przekracza słowa; prawdziwe poznanie dokonuje się przez smakowanie obecności, nie przez koncepty.

Chrześcijański mistycyzm - droga apofatyczna mówi o Bogu poprzez ciszę, niewiedzę i to, czym Bóg nie jest.

Kabała - Ein Sof jest nieskończone i niepoznawalne dla konceptualnego umysłu.

Wedyjska joga - turiya jest świadkiem wszystkich stanów, ale sama nie może zostać uchwycona przez umysł.

Szamanizm - Wielki Duch lub źródło życia może być doświadczone, lecz nie opisane ludzkim językiem.

Psychologia transpersonalna - doświadczenia mistyczne i niedualne są fundamentalnie trudne do pełnego przekazania w słowach.


Może warto o tym pamiętać, szczególnie wtedy, gdy mocno przywiązujemy się do nazwy własnej ścieżki.


Mapa nie jest terytorium.


Ale dobra mapa może doprowadzić do miejsca, w którym żadna mapa nie jest już potrzebna.

-------

 
 
 

Komentarze


bottom of page